Jaki biznes się opłaci w 2026 roku?
Jakie trendy będą dominować na rynku w 2026 roku? W co zainwestować, aby biznes miał szansę na powodzenie?
Z tego artykułu dowiesz się
- Jaki biznes wybrać w 2026 roku.
- Którym branżom dobrze się wiedzie na rynku.
- Jakie koncepty franczyzowe warto rozważyć, wybierając pomysł na biznes.
Trudno być wróżką i przewidzieć, jaki biznes przyniesie nam kokosy. Warto jednak prześledzić rynkowe trendy. A także poszukać konceptów, które mają pomysł na to, jak sprostać zmieniającym się rynkowym uwarunkowaniom i wymaganiom, co w dzisiejszych realiach jest bardzo istotne. Każda branża jest wystawiana na próby. Przewagą sieci jest to, że centralnie zmaga się z wyzwaniami, szukając rozwiązań, które będą dobre dla wszystkich jej członków. Jaki biznes opłaci się więc otworzyć w 2026 roku? Posłuchajmy franczyzodawców.
Powalczyć z dyskontami
Według badania konsumenckiego PMR Market Experts, przeprowadzonego w 2025 roku, częstotliwość zakupów spożywczych w Polsce jest wysoka. Blisko jedna piąta respondentów robi je codziennie, a 66 proc. kilka razy w tygodniu. Najczęściej wybieranym kanałem sprzedaży są dyskonty. Co na to sieci supermarketów?
– Chcemy aktywnie przeciwstawić się postępującej dyskontyzacji rynku handlu spożywczego – zapowiada Bartłomiej Tarłowski, menedżer ds. rozwoju franczyzy i komunikacji korporacyjnej Grupy Muszkieterów, do której należy sieć Intermarché. – Franczyza ma tutaj do odegrania ogromną rolę. Spożywcze sieci franczyzowe muszą udoskonalać swoje formaty, modele i sposób działania, aby dyskonty nie zdominowały całego rynku. Taki scenariusz miałby poważne konsekwencje dla konsumenta, ale też i dla producentów. Przyłączanie się sklepów niezrzeszonych do systemów franczyzowych, to właściwy kierunek. Jesteśmy gotowi przyłączać do naszej sieci właścicieli sklepów, którzy szukają solidnego partnera. Zbudowaliśmy osobną ofertę dla takich przedsiębiorców.
Intermarché ma blisko 190 supermarketów. Plan minimalny na ten rok to otwarcie pięciu kolejnych.
– Przez ostatnich dwanaście miesięcy koncentrowaliśmy się na zbudowaniu odpowiedniego modelu ekonomicznego supermarketu Intermarché. Naszym celem było zwiększyć jego rentowność przy wzmocnieniu doskonałości operacyjnej i zachowaniu atrakcyjności cenowej. Projekt zakończył się podjęciem szeregu inicjatyw projektowych, których efekty odczujemy w 2026 roku – zapowiada Bartłomiej Tarłowski. – W 2026 roku rynek spożywczy wejdzie w kolejną fazę koncentracji. Sieci będą konsekwentnie walczyć o uwagę konsumentów w zakresie cen, oferty i usług, wykorzystując najnowsze narzędzia w postaci sztucznej inteligencji, odpowiedniej narracji, a także optymalizacji procesów, chcąc zachować przy tym odpowiedni poziom rentowności.
Nowy franczyzobiorca Intermarché może albo uruchomić nowy sklep od podstaw, albo przejąć już funkcjonującą placówkę. Kapitał wymagany na start to min. 400 tys. zł (nie mogą pochodzić z kredytu), ale jednocześnie nie mniej niż 20 proc. całości inwestycji, którą jest wyposażenie sklepu i prace wykończeniowe. Jeszcze przed podpisaniem umowy franczyzowej przedsiębiorca przechodzi kompleksowe szkolenie, przygotowujące do prowadzenia biznesu, poznaje know how marki i uczy się zarządzania supermarketem spożywczym. Centrala gwarantuje też szkolenia dla pracowników, prace konceptowe nad marketem i pomoc specjalistów w przygotowaniu otwarcia lub przejęcia istniejącego punktu sprzedaży.
– Natomiast już po otwarciu sklepu franczyzobiorca otrzymuje pomoc regionalnego doradcy handlowego oraz innych przedsiębiorców, a także cały pakiet serwisów, począwszy od logistyki, a skończowszy na marketingu – podkreśla Bartłomiej Tarłowski. – Ponadto stale zapewniamy narzędzia, takie jak oprogramowanie automatyzujące zamówienia, administrację, a przede wszystkim dostęp do szerokiej gamy produktów z naszych magazynów centralnych.
Franczyzobiorcy Intermarché nie mogą być tylko inwestorami. Muszą aktywnie angażować się w prowadzenie marketu.

Strategia Żabki
Rok 2026 zapowiada się jako dobry okres dla rynku convenience w Polsce. W tym segmencie istotną pozycję zajmuje sieć Żabka, współpracująca z ponad 10 tys. franczyzobiorców. Sieć wzmacniała swoją pozycję w 2025 roku, inwestując w rozwiązania technologiczne, poszerzając zakres dostępnych usług oraz zwiększając liczbę placówek – również na terenach o mniejszej gęstości zaludnienia. Konsumenci bowiem coraz wyraźniej preferują zakupy blisko domu czy pracy – szybkie i dostępne o dogodnych porach. Żabka oferuje im także portfolio usług dodatkowych, takich jak odbiór paczek, płatności usługowe, szybkie przekąski czy ofertę w ramach strefy gastronomicznej. Te elementy generują dodatkowe przychody, zwiększają marżowość i lokalizują klientów.
– W nadchodzącym roku będziemy konsekwentnie realizować nasze strategiczne cele, jak m.in. organiczny rozwój sieci sklepów, uruchomienie kolejnych 1,3 tys. sklepów w Polsce i Rumunii oraz rozbudowa oferty gastronomicznej. Priorytetem pozostanie wzrost sprzedaży i poprawa marż, wspierane przez nowe inicjatywy w sklepach, rozwój innowacyjnych usług, jak szybkie płatności, rozwiązania automatyzujące obsługę i zaawansowane systemy zarządzania asortymentem. Równie istotne będzie dalsze wzmacnianie relacji z franczyzobiorcami, których mamy już 10 tys. i którzy stanowią jeden z najważniejszych filarów naszego modelu rozwoju – mówi Przemysław Kijewski, COO Żabka Polska.
Jednym z kluczowych argumentów „za” wejściem w ten biznes pozostaje stosunkowo mały wkład własny (ok. 5 tys. zł), który przeznaczony jest na pokrycie podstawowych kosztów operacyjnych na start, takich jak kasa fiskalna i zezwolenie na sprzedaż napojów alkoholowych. Początkujący przedsiębiorca nie musi inwestować setek tysięcy złotych – Żabka finansuje wyposażenie i adaptację lokalu, systemy informatyczne oraz technologie, pozostawiając franczyzobiorcy odpowiedzialność za bieżące prowadzenie sklepu. Dzięki temu model ten jest dostępny także dla osób, które dopiero rozpoczynają działalność gospodarczą. Dodatkowym atutem jest mocne wsparcie operacyjne: szkolenia (w tym Akademia Przedsiębiorczości działająca w kooperacji z renomowaną uczelnią), marketing, logistyka – w tym dostawy pod drzwi sklepu – oraz opieka menedżerska. To wszystko ma na celu zminimalizowanie ryzyka błędów, które często prowadzą do porażek w samodzielnie prowadzonych biznesach.
Franczyzobiorca ma też oczywiście swoje obowiązki. Musi przygotować się na zarządzanie zespołem, kontrolę stanów magazynowych, dbałość o jakość obsługi oraz na inne aspekty bieżącej działalności operacyjnej. Dlatego osoba prowadząca sklep powinna cechować się zaangażowaniem i dobrą organizacją.
– Ten wysiłek jednak się opłaci, gdyż potencjał przychodowy franczyzy Żabki wciąż pozostaje atrakcyjny, a przewidywalność działania pod rozpoznawalną marką jest dużym plusem – dodaje Przemysław Kijewski.
Podsumowując, w 2026 roku Żabka będzie kontynuowała rozwój modelu współpracy, oferując stabilne warunki współpracy, jednocześnie inwestując w innowacje i wspierając lokalnych przedsiębiorców. To propozycja dla osób, które chcą prowadzić własny biznes, ale jednocześnie oczekują silnego wsparcia operacyjnego, sprawdzonego modelu działania oraz możliwości wejścia w rosnący segment rynku.

Dobre przygotowanie warunkiem sukcesu
Stabilna z umiarkowanymi perspektywami wzrostu – tak kondycję branży DIY określa Wojciech Słowański, dyrektor ds. rozwoju Grupy PSB.
– Po okresie dużej zmienności makroekonomicznej widzimy większą przewidywalność popytu w segmentach remontowo-wykończeniowych i ogrodowych – ocenia Wojciech Słowański. – Konsument jest bardziej świadomy cenowo, ale jednocześnie oczekuje wyższego standardu doradztwa i dostępności tu i teraz. To premiuje sieci z dobrą logistyką, rozpoznawalną marką i zasięgiem lokalnym.
Czy to jest więc dobry moment na otwarcie sklepu z branży DIY?
– Tak, pod warunkiem właściwej lokalizacji i przygotowania – podkreśla Wojciech Słowański.
Jego zdaniem sukces determinują dziś trzy czynniki. Pierwszy to mikrolokalizacja i catchment – dobór miasta i dzielnicy, analiza konkurencji w promieniu 15-30 minut dojazdu, widoczność, dojazd, parking. Drugi to format i skala, czyli dopasowanie metrażu, kategorii i głębokości asortymentu do realnego popytu (np. mniejszy, szybki format w gminie vs. duża Mrówka w mieście powiatowym). Trzeci czynnik to zespół i operacje – doświadczony i dobrze wyszkolony kierownik, szkolenia produktowe dla pracowników pierwszoliniowych, precyzyjna egzekucja standardów, praca na danych (rotacja, marża, straty).
– W naszej ocenie właściwie przygotowany projekt (dobry adres, silny operator, wsparcie sieci, realny biznesplan) ma wysokie szanse na sukces. Niezależnie od tego, czy mówimy o nowej lokalizacji, czy o transformacji istniejącego składu w market Mrówka – uważa Wojciech Słowański.
W ubiegłym roku Grupa PSB przekroczyła liczbę 400 marketów Mrówka oraz 350 składów budowlanych PSB i składów Profi.
– Warto dodać, że część nowych otwarć to transfery formatowe (np. rozbudowa składu o market DIY), co pozwala lepiej wykorzystać istniejącą bazę klientów i kapitał lokalny – mówi Wojciech Słowański. – To, co nas wyróżnia, to model partnerski: sieć tworzą niezależni przedsiębiorcy, którzy znają swoje rynki, lokalne potrzeby i klientów. Dzięki temu potrafimy reagować na specyfikę popytu w mniejszych miejscowościach: od produktu sezonowego, przez działy ogrodowe i narzędzia, po materiały wykończeniowe. Dla klienta oznacza to pełną ofertę blisko domu, a dla nas rozproszony, odporny na szoki model wzrostu.
W planach na 2026 rok Grupa PSB ma zrównoważony rozwój wszystkich swoich formatów. Jeśli chodzi o markety Mrówka, nadal będzie skupiać się na miastach powiatowych i dynamicznie rozwijających się gminach.
– Nasi partnerzy w wybranych lokalizacjach rozważają kolokację do parków handlowych, co wzmacnia naturalny footfall – dodaje Wojciech Słowański.
W tym roku Grupa PSB spodziewa się w przypadku Mrówki co najmniej 30 nowych otwarć i kilkunastu akwizycji. Chce też rozwijać sieć składów budowlanych PSB i Profi. Jednocześnie Grupa PSB kładzie nacisk na digitalizację – rozwija rozwiązania e-commerce, narzędzia do rezerwacji i odbioru w sklepie, a także usługi posprzedażowe (np. usługi montażu zakupionego wyposażenia czy dostawy gabarytów na budowę).
– Kluczem jest dla nas skalowalna jakość: rośniemy, ale tak, by każdy klient, bez względu na wielkość miejscowości, otrzymał spójny, wysoki standard obsługi – podkreśla Wojciech Słowański. – Jednocześnie będziemy pilnować efektywności kapitałowej inwestycji naszych partnerów, poszukując lokalizacji z dobrze zbadanym popytem i optymalnej powierzchni.

Meble na wymiar
Komandor to producent mebli na wymiar. Firma dostarcza kompleksowe rozwiązania – od systemów przesuwnych do mebli, przez szafy, garderoby, meble kuchenne, biurowe, łazienkowe, aż po zabudowy trudnych przestrzeni oraz systemy przeszkleń i ścian mobilnych.
– Rynek mebli na wymiar rośnie stabilnie. Klienci częściej wybierają indywidualne projekty niż gotowe zestawy – zauważa Katarzyna Drabik, dyrektor marketingu Grupy Komandor.
Komandor współpracuje aktualnie z polską i międzynarodową siecią kilkudziesięciu partnerów. Do współpracy firma zaprasza m.in.: dilerów prowadzących salony ekspozycyjne, niezależnych projektantów wnętrz, ekipy montażowe, deweloperów i firmy realizujące inwestycje mieszkaniowe.
– Ofertę kierujemy też do stolarni i fabryk mebli, które chciałyby wdrożyć u siebie nasze profesjonalne oprogramowanie technologiczne – informuje Katarzyna Drabik. – Mocnym filarem naszej działalności jest bowiem również Komandor Software, oferujący oprogramowanie takie jak Designer 8, Komandor Smart, iKOM Kuchnie oraz OCS – system zamówień i zarządzania produkcją dla stolarni i fabryk.
Na czym polega współpraca i obowiązki partnerów? Każdy działa w wybranym przez siebie obszarze. Dilerzy prowadzą salon, obsługują klienta, wykonują podstawowe projekty, pomiary i koordynują realizacje. Projektanci przygotowują projekty i przekazują zamówienia do realizacji.
Montażyści zajmują się instalacją gotowych mebli u klientów końcowych.
– We wszystkich modelach Komandor zapewnia know-how, wdrożenie i bieżące wsparcie, a także możliwość realizacji zamówienia w jednej ze spółek Komandor, bez konieczności posiadania własnego parku maszynowego czy magazynów – informuje Katarzyna Drabik.
Koszty związane z franczyzą i rozpoczęcia działalności zależą od modelu współpracy. Autoryzowany salon to inwestycja co najmniej około 50 tys. zł (ekspozycja, oznakowanie, materiały marketingowe). Projektanci muszą zainwestować mniej więcej 7 tys. zł w oprogramowanie, laptopa oraz próbniki. Grupy montażowe powinny dysponować standardowym sprzętem i narzędziami. Dilerzy zarabiają na sprzedaży mebli i realizacji projektów. Projektanci otrzymują prowizje oraz honoraria za usługi projektowe. Montażyści zarabiają na liczbie i złożoności zleceń montażowych.
– Zakłady produkcyjne, które zakupią nasze oprogramowanie, zyskują poprzez usprawnienie pracy dzięki automatyzacji, mniejszą liczbę pomyłek, lepszą organizację i większe moce przerobowe – mówi Katarzyna Drabik. – Dodatkowo oprogramowanie Komandor Software pozwala znacząco zmniejszyć koszty operacyjne, co poprawia rentowność działalności.
Komandor szuka partnerów zarówno w dużych aglomeracjach, jak i miastach średnich oraz mniejszych, gdzie rośnie zapotrzebowanie na lokalne punkty obsługi klienta. Firma planuje wzmocnienie sieci dealerów w Polsce, ale też dalszą ekspansję zagraniczną.
– W 2026 roku naszym priorytetem jest skalowanie sieci poprzez nowe punkty partnerskie oraz rozwój rozwiązań automatyzujących pracę w branży – podkreśla Katarzyna Drabik.

Profesjonalny pośrednik w cenie
Pozostając przy nieruchomościach – eksperci oceniają, że ten rynek w Polsce pozostaje stabilny, choć już nie tak dynamiczny jak w latach boomu. Co nie oznacza, że agencje nieruchomości nie mają co robić.
– Obserwujemy naturalną korektę i uspokojenie rynku, co sprzyja profesjonalnym agencjom nieruchomości. Klientów nie ubywa, a rośnie oczekiwanie bezpieczeństwa i wsparcia ekspertów – ocenia Leszek Michniak, prezes sieci biur nieruchomości WGN. – Polacy są coraz bardziej świadomi ryzyka związanego z transakcjami przeprowadzanymi bez profesjonalnego wsparcia. Chcą uniknąć błędów formalnych, nieuczciwych kupujących i długich procesów sprzedaży. Z tego powodu współpraca z biurami pośrednictwa rośnie.
Sieć WGN działa zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Zajmuje się pośrednictwem w sprzedaży, kupnie i wynajmie mieszkań, domów, działek, lokali oraz nieruchomości komercyjnych. Obecnie liczy blisko 100 biur w Polsce i za granicą. Część z nich działa już ponad 30 lat, a wielu franczyzobiorców otworzyło więcej niż jedną placówkę. Strategia WGN na ten rok zakłada dalszą ekspansję na rynkach lokalnych i mocniejsze wejście na rynek międzynarodowy, a także rozwój narzędzi technologicznych.
– Przy jednoczesnym utrzymaniu tego, za co partnerzy najbardziej nas cenią, czyli elastyczności, braku sztywnych wytycznych i swobody prowadzenia biura – mówi Leszek Michniak.
WGN nie wymaga od kandydatów na franczyzobiorców doświadczenia w branży nieruchomości. Ważne są: otwartość, komunikatywność, odpowiedzialność, etyka i gotowość do pracy z klientami. Franczyzobiorca musi otworzyć stacjonarne biuro. Koszty inwestycji wynoszą 30-40 tys. zł, z czego 6,5 tys. zł netto to opłata startowa, a pozostałe środki przeznaczane są na lokal, wyposażenie, aranżację i uruchomienie działalności. Franczyzobiorcy przechodzą szkolenia, przygotowujące ich do prowadzenia biura nieruchomości: z procedur, sprzedaży, obsługi klienta. Otrzymują know-how zawierające m.in.: dokumentację i pakiet wzorów umów, dostęp do dedykowanego dla Grupy WGN programu CRM, dystrybucję ofert na ponad 140 portali i serwisów, wsparcie merytoryczne i marketingowe.
– Franczyzobiorca prowadzi biuro nieruchomości i odpowiada za jego rozwój. Sam decyduje o wielkości zespołu sprzedażowego. Nie narzucamy modelu organizacyjnego, partner ma pełną swobodę – zaznacza Leszek Michniak. – Partnerzy zarabiają na wynagrodzeniach prowizyjnych z pośrednictwa w obrocie nieruchomościami i zachowują 100 proc. wypracowanego zysku, ponieważ WGN nie pobiera od nich procentu od obrotu. Rentowność biura zależy od rynku lokalnego, ale w wielu miastach już kilka transakcji miesięcznie pozwala osiągać stabilny, przewidywalny dochód. Biura działające najdłużej realizują znacznie większą liczbę transakcji, często skalując działalność i zatrudniając coraz większe zespoły sprzedażowe. Przychody powyżej 2 mln zł rocznie nie są w tym biznesie rzadkością.

Pięć placówek bankowych w trzy miesiące
Karolina Chmiel w bankowości pracuje od 2013 roku. Przechodziła przez różne stopnie kariery – od call center, przez stanowiska doradcze aż po funkcje kierownicze.
– Dzięki temu zdobyłam szerokie doświadczenie. Wiem, jak funkcjonuje firma na wielu poziomach, co dziś bardzo pomaga mi w prowadzeniu własnego biznesu – mówi Karolina Chmiel, dzisiaj franczyzobiorczyni VeloBanku.
Aż przyszedł czas na otwarcie własnej placówki bankowej. A właściwie nie jednej, tylko pięciu w trzy miesiące. W październiku Karolina Chmiel otworzyła dwie placówki – w Goleniowie i Choszcznie, w listopadzie dwie kolejne, w Świnoujściu i Dębnie, a w grudniu piątą w Gryficach.
– O szybkim tempie otwarć zdecydowały przede wszystkim solidne przygotowanie i jasno określona strategia – relacjonuje franczyzobiorczyni. – Miałam gotowy plan, odpowiednie zasoby oraz wsparcie dyrektora regionu, co pozwoliło na sprawne uruchamianie kolejnych lokalizacji.
W każdej placówce Karolina Chmiel zatrudnia menedżera oraz dwóch doradców, dzięki czemu może delegować obowiązki i skupić się na nadzorze strategicznym. Regularnie spotyka się z menedżerami, korzysta z narzędzi do monitorowania wyników i zarządzania zespołem, a także wdraża procedury, które zapewniają spójność obsługi klienta we wszystkich oddziałach. Klientów pozyskuje przede wszystkim przez system rekomendacji, a także akcje marketingowe dopasowane do lokalnych rynków.
– Decydując się na franczyzę VeloBanku, kierowałam się przede wszystkim stabilnością i profesjonalizmem marki. VeloBank oferuje sprawdzony model biznesowy, jasne procedury oraz wsparcie na każdym etapie współpracy – podkreśla Karolina Chmiel.
Bank dla przedsiębiorczych
Niemal co piąty spośród wszystkich partnerów VeloBanku prowadzi więcej niż jedną placówkę.
– Nasi partnerzy bardzo wysoko oceniają jasny i kompleksowy proces wdrożenia. Już na starcie przechodzą weryfikację kompetencji i planu działania, a następnie szkolenia systemowe – opisuje Sandra Pośpiech, dyrektorka regionu w Departamencie Sieci Partnerskiej VeloBanku. – Po otwarciu placówki otrzymują trzymiesięczną opiekę startową i wsparcie operacyjne. Regularne oceny pomagają szybko identyfikować potrzeby i rozwijać biznes.
Franczyzobiorcą VeloBanku może zostać osoba przedsiębiorcza, najlepiej z doświadczeniem w sprzedaży, szczególnie produktów finansowych oraz z dobrą orientacją w realiach rynku bankowego. Bardzo pomagają wypracowane już relacje biznesowe i umiejętność sprawnego poruszania się w obowiązujących regulacjach, a także znajomość rynku lokalnego. Przydają się kompetencje przywódcze, ważna jest swoboda w pracy z klientem, umiejętność analizy kosztów i przychodów.
Koszt otwarcia placówki VeloBanku to ok. 50 tys. zł brutto, ostateczna kwota zależy od lokalizacji. Po stronie franczyzobiorcy leży wynajem i wyposażenie placówki, opłaty za media, pensje dla pracowników oraz ubezpieczenie. Centrala partycypuje w kosztach marketingowych – franczyzobiorca może liczyć np. na zwrot do 80 proc. wydatków na akcje marketingowe przez dwa miesiące od otwarcia. Z okazji otwarcia placówki centrala pokrywa koszty artykułu w prasie lub na lokalnym portalu, fotografa oraz powitalnych SMS-ów do klientów.
Do obowiązków franczyzobiorcy należy przede wszystkim efektywne kierowanie zespołem oraz realizacja celów sprzedażowych wyznaczonych dla placówki. Kluczowe jest też budowanie trwałych relacji z klientami.
– W obecnych czasach ważne jest bezpieczeństwo, w tym bezpieczeństwo finansowe. Mając świadomość finalizacji przejęcia przez VeloBank części detalicznej Citi Handlowego, nasi partnerzy zyskują pewność dołączenia do dynamicznego bankowego brandu, nastawionego na rozwój – podkreśla Sandra Pośpiech.

Inwestycja w dzieci
Sektor zajęć pozalekcyjnych jest w Polsce bardzo rozwinięty. W ubiegłym roku 80 proc. rodziców deklarowało, że posyła swoje dzieci na zajęcia dodatkowe. Największy udział w tym rynku mają szkoły językowe. Nauka języków obcych to priorytet dla rodziców, którzy inwestują w przyszłość swoich pociech. Lingotot to brytyjska sieć szkół językowych, która właśnie chce zaistnieć na polskim rynku. W Wielkiej Brytanii ma 40 placówek. Lingotot oferuje interaktywne zajęcia językowe już dla niemowląt i dzieci w wieku do 12 lat, oparte na zabawie. Dzieci uczą się poprzez piosenki, opowiadania, gry.
W Polsce marka szuka przede wszystkim masterfranczyzobiorcy, ale jest też otwarta na inne modele ekspansji.
– Szukamy osób pełnych pasji i zorganizowanych, z zamiłowaniem do języków obcych lub edukacji. Doświadczenie w nauczaniu lub biznesie jest mile widziane, ale nie jest wymagane. Dla masterfranczyzobiorcy ważne są umiejętności przywódcze i strategiczne myślenie. Wszyscy franczyzobiorcy muszą mówić po angielsku i być zaangażowani w budowanie wysokiej jakości firmy edukacyjnej – podkreśla Ken Rostron, odpowiedzialny z wprowadzenie Lingotot na rynek polski.
Franczyzobiorca nie musi otwierać stacjonarnego biura. Zajęcia można prowadzić w lokalnych placówkach, takich jak szkoły, przedszkola, biblioteki, ośrodki kultury, a czasami nawet na świeżym powietrzu. Inwestycja w masterfranczyzę zaczyna się od 60 tys. funtów (plus kapitał obrotowy). Obejmuje pełne szkolenie, materiały i wsparcie w uruchomieniu i rozwoju sieci. Indywidualny franczyzobiorca powinien natomiast być przygotowany na wydatek rzędu 15 tys. funtów. W inwestycję jest już wliczona opłata wstępna.
– Zapewniamy pełne szkolenie wstępne (nauczanie, biznes, sprzedaż i marketing), mentoring, kompleksowy podręcznik operacyjny, konferencje i stałe wsparcie indywidualne – podkreśla Ken Rostron. – Dajemy dostęp do akredytowanych ram kwalifikacyjnych, planów lekcji, materiałów marketingowych marki, sieci franczyzobiorców oraz ogólnokrajowych kampanii promocyjnych.
Franczyzobiorcy odpowiadają za marketing lokalny, budowanie relacji z klientami oraz prowadzenie lub koordynowanie zajęć.
– Niektórzy na początku sami prowadzą zajęcia, a później zatrudniają zespół – wyjaśnia Ken Rostron. – Masterfranczyzobiorca zazwyczaj nie prowadzi zajęć dydaktycznych, lecz koncentruje się na rozwoju marki i wspieraniu lokalnych franczyzobiorców. Rentowność zależy od kosztów i cen lokalu, ale wielu franczyzobiorców wychodzi na zero, mając zaledwie 3-5 regularnych zajęć.
Lingotot chce rozwijać sieć w dużych miastach, powyżej 100 tys. mieszkańców. Docelowo chce mieć w Polsce przynajmniej ponad 30 placówek franczyzowych.

Młodzi sportowcy
Akademia Młodych Sportowców to zajęcia multisportowe dla dzieci od drugiego do 12. roku życia. Dzieci mogą spróbować różnych aktywności: od koszykówki i piłki nożnej, przez unihokej, po elementy gimnastyki i lekkiej atletyki.
– Stawiamy nie tylko na sprawność fizyczną, lecz także na wychowanie poprzez sport: uczymy współpracy, dążenia do celu, wytrwałości i fair play. Nasza oferta obejmuje zajęcia pozalekcyjne, treningi w przedszkolach oraz sportowe półkolonie i eventy propagujące aktywność fizyczną – dodaje Tomasz Prejbusz, współzałożyciel Akademii Młodych Sportowców. – Jednym z naszych kluczowych atutów są zajęcia dla najmłodszych, dwu- i trzylatków prowadzone z czynnym udziałem rodzica/opiekuna, których na rynku jest bardzo niewiele.
Zajęcia można organizować w dużych miastach i nawet w kilkutysięcznych miejscowościach. Oddziały franczyzowe mogą poprowadzić np.: nauczyciele wychowania fizycznego, animatorzy, trenerzy sportowi oraz studenci kierunków związanych z wychowaniem fizycznym, którzy równocześnie poprowadzą też zajęcia.
– Ale otwieramy się także na przedsiębiorców, którzy chcą skoncentrować się na zarządzaniu biznesem, powierzając prowadzenie zajęć wykwalifikowanej kadrze trenerskiej – mówi Tomasz Prejbusz.
Zajęcia prowadzone są w wynajętych obiektach – najczęściej na halach sportowych oraz boiskach wielofunkcyjnych. Inwestycja początkowa obejmuje jednorazową opłatę licencyjną w wysokości 4 tys. zł netto oraz zakup sprzętu sportowego, na co należy przeznaczyć min. 6 tys. zł. Przez pierwsze trzy miesiące franczyzobiorcy są zwolnieni z opłaty franczyzowej. Później płacą do centrali co miesiąc od 800 do 1,2 tys. zł netto, w zależności od wielkości miasta, w którym działają. Dodatkowo obowiązuje opłata administracyjna w wysokości 12 zł netto za każde trenujące dziecko.
– Co istotne, opłaty naliczane są wyłącznie w miesiącach, w których odbywają się zajęcia, co pozwala elastycznie zarządzać kosztami w okresach przerw sezonowych – podkreśla Tomasz Prejbusz.
Wsparcie ze strony centrali obejmuje m.in. szkolenie wdrożeniowe, pomoc w wyborze i pozyskaniu lokalizacji, materiały startowe (komplet dokumentów, wzory umów itp.), stały dostęp do systemu informatycznego, który wspiera rejestrację uczestników, płatności i organizację zajęć, ubezpieczenie uczestników oraz bieżącą obsługę administracyjną, marketing centralny.
Główne zadania franczyzobiorcy to zarządzanie działalnością lokalnej akademii, w tym planowanie zajęć, organizacja harmonogramu oraz kontrola jakości treningów, aktywne pozyskiwanie klientów, promocja marki, rekrutacja i zarządzanie trenerami.
– Franczyzobiorca, który sam prowadzi też zajęcia, zaczyna osiągać zyski już przy grupie liczącej około 20 zapisanych dzieci, co w praktyce oznacza dwie małe grupki ćwiczebne po 10 uczestników. Każde kolejne dziecko zapisane na zajęcia generuje praktycznie czysty dochód, ponieważ koszty wynajmu obiektu lub zatrudnienia trenera pozostają takie same niezależnie od liczby uczestników w grupie – mówi Tomasz Prejbusz.

Aktywna rozrywka
#KochamSkakać to przede wszystkim parki trampolin, ale są w nich też inne atrakcje, np. zjeżdżalnie czy tyrolka. Oferta skierowana jest głównie do dzieci i młodzieży.
– Naszymi klientami są głównie dzieci w wieku 6-14 lat, ale przychodzą też dzieci młodsze oraz młodzież, studenci, całe rodziny. Udział biorą także grupy zorganizowane, szkolne i firmowe, w obiektach można zorganizować imprezy urodzinowe – informuje Dorota Kierznikowicz, współwłaścicielka parków rozrywki #KochamSkakać. – Nasza oferta jest skierowana do każdego powyżej drugiego roku życia. Nie ma górnej granicy wieku. Żartujemy, że górną granicą jest tylko waga 300 kg, bo tyle unoszą nasze trampoliny.
Dorota Kierznikowicz uważa, że branża rozrywki to rosnący rynek.
– Aktywne spędzanie czasu będzie szeroko promowane w naszym społeczeństwie, ze względu na stan jego zdrowia i malejący poziom sprawności najmłodszych – mówi.
#KochamSkakać ma obecnie dwa własne obiekty (w Warszawie i Radomiu), kolejne dwie lokalizacje są w przygotowaniu. A teraz marka chce otwierać kolejne parki rozrywki, korzystając z modelu franczyzowego.
– Własnych placówek chcemy mieć 5-6, w okolicy naszego miejsca zamieszkania. Pozostałe, dalsze lokalizacje mogą być tylko w wersji franczyzowej. Chcielibyśmy, aby docelowo powstało ich 30 w całym kraju – zdradza plany Dorota Kierznikowicz.
Kandydat na franczyzobiorcę musi mieć świadomość, że jest to biznes z wysoką kwotą wejścia.
– Ale też z szybkim okresem zwrotu – dodaje franczyzodawczyni.
Minimalna powierzchnia obiektu, potrzebnego na park trampolin, to 1 tys. mkw. Może być własny lub wynajęty. Jeśli będzie taka potrzeba, franczyzodawca pomoże w znalezieniu lokalizacji. Przy takiej powierzchni inwestycja (według informacji centrali) mieści się w granicach 1,2-1,5 mln zł.
– To koszt zabudowy dla gotowego, działającego obiektu. Do tego dochodzą koszty wynajmu hali, zatrudnienia ludzi i marketingu, aby wejść na lokalny rynek – wyjaśnia Dorota Kierznikowicz. – Wyposażenie lokalu dopasowujemy do rynku, na jakim będzie działać. Nie chcemy dublować się z konkurencją, chcemy zapewniać nowoczesne atrakcje, by wyróżniać się spośród innych tego typu miejsc.
Jednorazowa opłata za przystąpienie do sieci wynosi 50 tys. zł. Wsparcie, jakie zapewnia franczyzodawca, to: analiza potencjalnych lokalizacji, dobór i budowa wnętrza hali, rekrutacja i szkolenia pracowników i menedżera (w zależności od wielkości obiektu potrzebnych będzie 20-30 pracowników), marketing i obsługę mediów społecznościowych, jeszcze przed otwarciem.
– Po otwarciu to bieżąca współpraca i wsparcie w ramach zarządzania obiektem pod względem wydajności, ekonomiczności, tak by sukces finansowy był możliwy już od pierwszego miesiąca działania – dodaje franczyzodawczyni. – Kiedy już działanie placówki zostanie ustrukturyzowane, poukładane, można traktować ten biznes jako praktycznie pasywny przychód, z niewielkim nadzorem i kontrolą.
Czas zwrotu z inwestycji franczyzodawca szacuje na 30-36 miesięcy.

Pionierzy w branży
Synevo to sieć punktów pobrań i laboratoriów, należąca do międzynarodowej grupy Medicover. Liczy ok. 140 własnych punktów, a teraz – jako pierwsza w tej branży – zaczęła rozbudowywać się poprzez franczyzę.
– Punkty pobrań to nie jest nisza skierowana do osób z branży medycznej, ale atrakcyjny biznes, którego nie należy się obawiać i który daje atrakcyjne dochody, a na dodatek realnie pomaga ludziom – podkreśla Grzegorz Morawski, kierownik ds. franczyzy Synevo. – Diagnostyka laboratoryjna stanowi jeden z fundamentów współczesnej medycyny. Ponad 70 proc. decyzji klinicznych podejmowanych przez lekarzy opiera się na wynikach badań laboratoryjnych. Poza tym, wraz ze zmianą nawyków zdrowotnych Polaków oraz rosnącym dostępem do informacji medycznej, zauważalny jest stały wzrost zainteresowania badaniami profilaktycznymi.
Pierwsze punkty franczyzowe już ruszyły: w Zakopanem, Policach i Świdnicy.
– Wszyscy ci franczyzobiorcy deklarują, że zamierzają otworzyć kolejne punkty Synevo – dodaje Grzegorz Morawski.
Synevo chce otwierać placówki franczyzowe tam, gdzie nie ma jeszcze własnych i gdzie jest mniejsza konkurencja – przede wszystkim w miejscowościach liczących poniżej 80 tys. mieszkańców, przy czym nie ma tutaj dolnego ograniczenia.
– Pomagamy w doborze lokalizacji, dostarczamy projekt aranżacji lokalu, tak aby spełniał nasze standardy oraz wymagania ustawy o działalności leczniczej i precyzujących ją rozporządzeń – mówi Grzegorz Morawski.
Firma prowadząca punkt pobrań musi zostać wpisana do rejestru podmiotów wykonujących działalność leczniczą. Franczyzobiorca musi też podpisać umowę z firmą odbierającą odpady medyczne.
– Natomiast nie musi się martwić o transport pobranych próbek, bo każdy punkt jest wpięty do naszego systemu logistycznego – informuje Grzegorz Morawski. – Kurierzy codziennie odbierają materiały z poszczególnych punktów i dostarczają do naszych laboratoriów.
Koszty inwestycji w punkt to 1,2 tys. zł za 1 mkw. remontu i przystosowania lokalu, plus ok. 40 tys. zł na meble i wyposażenie. Jednorazowa opłata za przystąpienie do sieci wynosi 10 tys. zł.
W punkcie pobrań potrzebni są dwaj podstawowi pracownicy – osoba uprawniona do pobierania krwi oraz rejestratorka. Franczyzobiorcy mają kilka źródeł pozyskiwania klientów. Po pierwsze, Synevo ma podpisane umowy na wykonywanie badań m.in. z dużą liczbą podmiotów medycznych, w tym ze szpitalami i przychodniami, z ubezpieczycielami. Po drugie, działa sklep internetowy Synevo. Zakupione tu badania pacjenci później wykonują w punktach, a franczyzobiorca otrzymuje wówczas 40 proc. od ceny takiego badania. Po trzecie, sprzedaż komercyjnych badań u siebie w punkcie. I to jest to źródło przychodów, które franczyzobiorcy powinni przede wszystkim aktywnie rozwijać. Co istotne, płatność za badania klientów pozyskanych samodzielnie praktycznie w całości trafia na konto franczyzobiorcy. Płaci centrali tylko 5 proc. opłaty franczyzowej od tego (i tylko tego) przychodu. A przez pierwsze pół roku współpracy i z tej opłaty jest zwolniony.

Biznes w formie
Najnowszy „Health & Fitness Association Global Report 2025” pokazuje, że branża fitness należy do najbardziej odpornych na kryzysy (po pandemii odbiła się szybciej niż handel detaliczny czy gastronomia). Analitycy EuropeActive i Deloitte tylko wzmacniają ten obraz. Według szacunków, globalny rynek fitness będzie rósł do 2030 roku w tempie 7-9 proc. rocznie. Zdaniem ekspertów Xtreme Fitness Gyms, polska branża wciąż znajduje się w fazie intensywnego wzrostu. Dziś działa u nas ponad 3,3 tys. klubów fitness i siłowni. Dla porównania, w Wielkiej Brytanii jest ich około 7,2 tys., a w Hiszpanii blisko 4,4 tys.
– Jesteśmy przekonani, że popyt na usługi fitness będzie w najbliższych latach rósł bardzo dynamicznie, bo kondycja fizyczna przestała być kwestią mody – stała się fundamentem zdrowia – wyjaśnia Filip Puchalski, Commercial Director Xtreme Fitness Gyms i Xtreme KiDS. – Obecnie poziom penetracji fitness w Polsce wynosi jedynie 8,9 proc., a najbardziej rozwinięte rynki w Europie osiągają nawet 17 proc. Nasz rynek jest więc nadal nienasycony, a przestrzeń dla franczyzobiorców ogromna. Jako firma nie jesteśmy nawet w połowie drogi. Polska potrzebuje nie setek, ale tysięcy klubów fitness, żeby realnie zbliżyć się do poziomu nasycenia, jaki widzimy w Europie Zachodniej.
Xtreme Fitness Gyms poważnie traktuje te wskaźniki i stawia na dynamiczny rozwój oraz budowanie udziału w rynku. Marka już dzisiaj jest największą siecią fitness w Polsce. Ma ponad 150 działających klubów i ponad 200 podpisanych umów na kolejne lokalizacje. Długoterminową ambicją firmy jest pozycja lidera w całej Europie Środkowo-Wschodniej.
– Dla nas rozwój sieci to nie wyścig na liczbę lokalizacji, ale konsekwentne budowanie jakości operacyjnej. To ona decyduje o tym, czy franczyzobiorca otworzy jeden klub, czy – jak wielu naszych partnerów – będzie rozwijał całe portfolio lokalizacji – mówi Szymon Okrojek, Operations Director Xtreme Fitness Gyms i Xtreme KiDS.
Około 80 proc. klubów Xtreme Fitness Gyms prowadzą franczyzobiorcy, a 45 proc. z nich ma podpisaną umowę na więcej niż jedną lokalizację. Rekordzista ma obecnie sześć otwartych klubów fitness oraz dwie sale zabaw dla dzieci Xtreme KiDS i podpisane umowy na 10 kolejnych lokalizacji – to przykład skali, do jakiej mogą dojść przedsiębiorcy rozwijający się w ramach tej sieci.
– Nasz model franczyzy powstał po to, by partner mógł powtórzyć sukces nie jednego, lecz wielu klubów. To nie jest konstrukcja, która działa tylko w laboratoryjnych warunkach – jest skalowalna, przewidywalna i oparta na solidnym wsparciu operacyjnym – podkreśla Filip Puchalski. – Pięciu naszych franczyzobiorców prowadzi dziś 18 klubów i ma podpisanych 35 umów na kolejne lokalizacje. Gdyby ten model nie był stabilny i powtarzalny, żaden inwestor nie zdecydowałby się na tak szeroką ekspansję. Fakt, że ci partnerzy wciąż rosną, jest najlepszym dowodem, że nasza franczyza działa nie tylko na papierze, ale przede wszystkim w praktyce.
Fitness wchodzi do małych miast
Głównym kierunkiem rozwoju Xtreme Fitness Gyms pozostają miasta do 100 tys. mieszkańców. Jak zauważa Filip Puchalski, przez lata uchodziły one za trudniejsze i mniej oczywiste lokalizacje inwestycyjne. W naturalny sposób zainteresowanie kierowało się ku rynkom wielkomiejskim. Tymczasem to właśnie poza największymi aglomeracjami dokonała się jedna z najciekawszych i najbardziej spektakularnych przemian w polskiej branży fitness.
To w mniejszych miejscowościach kluby notują dziś najwyższą lojalność członków, najbardziej stabilne bazy i przewidywalne wzorce zachowań. Klub fitness w mieście liczącym 20, 30 czy 50 tys. mieszkańców pełni bowiem zupełnie inną funkcję niż w metropolii. Nie jest anonimową alternatywą spośród dziesiątek opcji, lecz realnym centrum życia: miejscem spotkań, aktywności i lokalnej energii, które szybko wpisuje się w krajobraz i rytm codzienności.
– Przez pierwsze lata rozwoju Xtreme Fitness Gyms widzieliśmy wyraźnie, że największy potencjał leży poza największymi aglomeracjami. Tam właśnie ludzie naprawdę czekali na nowoczesne kluby, a każdy dobrze prowadzony obiekt stawał się centrum lokalnej społeczności. Dziś Xtreme Fitness Gyms w małych miastach jest wyborem pierwszym, a często oczywistym – miejscem, które zmienia codzienne nawyki mieszkańców i zostaje z nimi na lata – podkreśla Puchalski.
Minimalny wkład własny potrzebny do otwarcia klubu Xtreme Fitness Gyms wynosi 450 tys. zł, a franczyzodawca pomaga zorganizować finansowanie do 750 tys. zł. Całkowity koszt inwestycji zamyka się więc w okolicach 1,2 mln zł. Firma podkreśla, że średnio po trzech miesiącach od otwarcia klub osiąga rentowność, a po trzech latach generuje około 400 tys. zł zysku rocznego. Najlepsze lokalizacje notują okres zwrotu już w 36 miesięcy. – Towarzyszymy franczyzobiorcom od momentu wyboru lokalizacji, przez budowę i otwarcie, aż po codzienne zarządzanie klubem. Operacyjnie jesteśmy obecni cały czas: reagujemy, optymalizujemy i wspieramy rozwój, bo wiemy, że sukces sieci zaczyna się na poziomie pojedynczego obiektu – zapewnia Szymon Okrojek.
– Naszym celem nie jest jednorazowe otwarcie klubu, ale jego długoterminowa rentowność. Dlatego system wsparcia operacyjnego projektujemy tak, aby franczyzobiorca miał poczucie bezpieczeństwa i realnego zaplecza know-how na każdym etapie prowadzenia biznesu.
Najnowszym konceptem w portfolio marki jest Xtreme KiDS – format łączący salę zabaw z elementami aktywności fizycznej dla dzieci. Może on funkcjonować jako samodzielny koncept franczyzowy, ale także jako rozszerzenie oferty istniejących klubów Xtreme Fitness Gyms, zwiększające ich rentowność i dywersyfikujące źródła przychodu. Inwestycja w Xtreme KiDS to koszt 475 tys. zł.
– Xtreme KiDS od początku projektowaliśmy jako koncept komplementarny operacyjnie, tak, aby naturalnie wpisywał się w ekosystem Xtreme Fitness Gyms i realnie zwiększał rentowność całego obiektu – wyjaśnia Szymon Okrojek. – Widzimy wyraźnie, że rynek oczekuje dziś nie tylko miejsc do ćwiczeń, ale kompleksowych przestrzeni wellbeingowych. Łączenie fitnessu dorosłych z aktywnością dzieci to kierunek, który ma silne uzasadnienie zarówno społeczne, jak i biznesowe.

Samoobsługowa siłownia
Kolejnym konceptem z branży fitness jest sieć fit+, która konsekwentnie rozwija swoją obecność w Polsce.
– Chcielibyśmy w 2026 roku podwoić liczbę naszych klubów, a obecnie mamy ich 9. Cztery kolejne są aktualnie w budowie, więc na pewno zostaną otwarte. Przed nami targi franczyzowe. Początek roku zawsze jest dobrym okresem dla sprzedaży franczyz. Mieliśmy też bardzo dobrą końcówkę roku – w grudniu sprzedaliśmy dwa kluby – mówi Marcin Dobrowolski, odpowiedzialny za rozwój marki fit+ w Polsce.
Jak podkreśla, rozwój sieci jest bezpośrednio powiązany z sytuacją całej branży fitness w Polsce.
– Branża fitness bardzo mocno się rozwija, ale nie jest jeszcze w szczycie swoich możliwości. W Polsce ćwiczy dziś 8-9 proc. społeczeństwa, podczas gdy w krajach Europy Zachodniej ten odsetek jest wyraźnie wyższy. To pokazuje, że rynek ma jeszcze przestrzeń do dalszego wzrostu – zaznacza Marcin Dobrowolski.
Rosnący popyt przekłada się jednocześnie na większą konkurencję o atrakcyjne lokalizacje, szczególnie w pobliżu dużych miast.
– Jeśli znajdziemy dobry lokal i nie wynajmiemy go szybko, po chwili robi to ktoś inny. Zdarzają się sytuacje, w których klienci dowiadują się, że inna firma podpisała umowę zaledwie kilka dni wcześniej – relacjonuje Marcin Dobrowolski. Jak dodaje, w mniejszych miejscowościach presja konkurencyjna jest mniejsza, a jednocześnie wciąż istnieje realny popyt na nowoczesną i dostępnie zlokalizowaną infrastrukturę fitness. – Nie każda duża sieć jest w stanie być tam rentowna. My jesteśmy i to jest nasz atut – podsumowuje przedstawiciel fit+.
Siłownie fit+ można otwierać przede wszystkim w mniejszych i średnich miejscowościach. Tego typu inwestycja wymaga kapitału na poziomie kilkuset tysięcy złotych, w zależności od standardu i stanu wybranego lokalu. Według deklaracji franczyzodawcy, przy prawidłowo prowadzonej siłowni inwestycja w klub fit+ powinna zwrócić się zazwyczaj w ciągu 24-36 miesięcy.
Istotnym elementem modelu fit+ jest także szerokie wsparcie, jakie marka oferuje franczyzobiorcom zarówno na etapie uruchamiania klubu, jak i w jego dalszym funkcjonowaniu. Kluczowe znaczenie ma pomoc w przygotowaniu całej inwestycji – od analizy lokalizacji i stworzenia biznesplanu, po pełne wyposażenie siłowni w sprzęt renomowanych marek oraz wdrożenie systemów technologicznych. Franczyzodawca odpowiada m.in. za: dostarczenie maszyn treningowych, wsparcie w zakresie finansowania sprzętu (np. leasing), a także za zaplecze technologiczne, które stanowi wyróżnik konceptu. Kluby fit+ działają w dużej mierze w modelu samoobsługowym – dostęp odbywa się przez aplikację, a obiekt jest w wysokim stopniu zautomatyzowany. Systemy sterują godzinami otwarcia, oświetleniem, muzyką czy klimatyzacją, a właściciel ma stały podgląd klubu dzięki monitoringowi online. Pozwala to prowadzić siłownię bez konieczności codziennej obecności na miejscu i bez personelu.
Fit+ zapewnia również wsparcie marketingowe oraz operacyjne, a relacje z centralą – jak podkreślają franczyzobiorcy – mają partnerski charakter. Model ten sprawia, że inwestycja w klub fit+ może być atrakcyjna także dla osób spoza branży fitness, które szukają skalowalnego biznesu i chcą dywersyfikować swoje źródła dochodu.

Chcemy być beauty
Kamil Miciałkiewicz, franchise grow manager Depilacja.pl, zapewnia, że branża beauty w Polsce pozostaje jedną z najbardziej stabilnych gałęzi rynku usług.
– W 2024 roku liczba salonów wzrosła o blisko 10 tys. – i to mimo rosnącej inflacji, presji kosztowej oraz spowolnienia konsumenckiego – mówi Kamil Miciałkiewicz. – W depilacji laserowej dynamika jest jeszcze wyższa – wzrosty rok do roku utrzymują się w przedziale 10-15 proc. Segment jest w fazie dojrzałego wzrostu, co oznacza, że popyt jest wysoki, klienci są świadomi, technologia przyspiesza, a salony korzystające z profesjonalnych systemów wygrywają z gabinetami, gdzie mamy samo urządzenie bez wsparcia technologicznego, operacyjnego, serwisowego i marketingowego. Coraz mniej działa cena, a coraz bardziej liczy się jakość obsługi oraz certyfikowanych urządzeń medycznych. Klienci chcą także zmian w ofercie – inwestują w zabiegi powtarzalne, przewidywalne i długoterminowe, takie jak depilacja laserowa. Jednocześnie oczekują wygody: łatwej rezerwacji online, rzetelnej obsługi na najwyższym poziomie.
Depilacja.pl jest największą siecią depilacji laserowej w Polsce – ma obecnie 41 salonów. W ubiegłym roku marka wystartowała z projektem SALON+, opartym na własnych technologiach laserowych, centralnym marketingu 360° i nowych rozwiązaniach e-commerce, nowym CRM i panelu partnera, modelu rozliczeń, który znacząco wpływa na zysk partnera, pełnej automatyzacji procesów sprzedażowych i obsługi klienta w salonie. W tym modelu uruchomiono w 2025 roku sześć salonów. Na ten rok strategia marki zakłada otwarcie 24 nowych placówek oraz dalszy rozwój projektu SALON+, jako oferty premium.
Kandydatem na franczyzobiorcę Depilacja.pl może być osoba prowadząca już salon beauty, kosmetolog, który myśli o otwarciu własnego biznesu, ale też inwestor szukający stabilnego biznesu. Nie jest potrzebne doświadczenie w depilacji laserowej.
– Wszystkiego uczymy i dajemy wsparcie przez cały okres współpracy – zapewnia Kamil Miciałkiewicz. – Wprowadziliśmy także nowe standardy szkoleń, procedury zabiegowe i usprawnienia w obsłudze klienta, np.: aplikację mobilną, tablet zamiast papierowych dokumentów, stałe wsparcie opiekuna dla właścicieli salonów oraz pracowników – wspieramy salony na wielu poziomach.
W programie SALON+, skierowanym do już działających salonów kosmetycznych, Depilacja.pl proponuje trzy modele współpracy. SALON+ Mini (12-30 mkw.), który można dołączyć do istniejącego salonu kosmetycznego bez zatrudniania dodatkowego personelu; SALON+ Standard (30-50 mkw.), który wymaga już dodatkowego personelu (2-3 osób) wykonującego usługi depilacji laserowej; SALON+ Premium (50-80 mkw.) przeznaczony do topowych lokalizacji. Każdy format opiera się na tej samej technologii i tych samych standardach. Inwestycja wynosi 75 tys. zł netto i obejmuje know-how, nowoczesne urządzenie laserowe Spec3 Hybrid z bezpłatnym serwisem (przez cały okres współpracy), przygotowanie lokalu, kampanie i materiały marketingowe, szkolenia personelu, autorski CRM, e-commerce: sprzedaż online dla gabinetu partnera, infolinię sprzedażową z opcją rezerwacji wizyt, aplikację mobilną oraz kompleksowe tygodniowe szkolenie wstępne. Depilacja.pl przeznacza dla nowego partnera 6 tys. zł na marketing przez pierwsze trzy miesiące. W ramach programu SALON+ możliwe jest również uzyskanie dofinansowania do inwestycji w wysokości do 50 tys. zł.
– W programie SALON+ placówka zwykle osiąga poziom rentowności operacyjnej już od pierwszego miesiąca, średnio w wysokości 15 tys. zł. Zwrot z inwestycji następuje standardowo do 12 miesięcy – dodaje Kamil Miciałkiewicz. – Salony z silnym wsparciem i dobrym, zaangażowanym zespołem potrafią osiągnąć zwrot szybciej.
Nasz rozmówca podkreśla, że przy stale rosnącej konkurencji na wciąż bardzo rozdrobnionym rynku prowadzenie biznesu bez sieciowego wsparcia staje się trudne. – Dzisiejszy rynek beauty premiuje strukturę, jakość i standaryzację. My dajemy silną markę, nasz laser do depilacji Spec3 Hybrid, profesjonalne technologie, centralny marketing, kampanie, standardy operacyjne i stałą opiekę biznesową – mówi Kamil Miciałkiewicz.

Instytut piękna
Licząca blisko 190 gabinetów sieć Instytutów Zdrowia i Urody Yasumi oferuje japońskie rytuały pielęgnacyjne oraz zabiegi z wykorzystaniem najnowszych technologii: laseroterapię, światłoterapię, modelowanie sylwetki oraz zaawansowane zabiegi przeciwstarzeniowe, pielęgnacyjne.
– Przewidujemy, że na polskim rynku, jest jeszcze miejsce dla co najmniej stu placówek. I takie założenia będziemy realizować – mówi Damian Kubik, dyrektor generalny Depilacja.pl i Yasumi.
Instytuty Yasumi otwierane są głównie w miastach, liczących ponad 30 tys. mieszkańców. Franczyzobiorcy Yasumi to w 97 proc. ludzie spoza branży beauty – wejście w nowy segment rynku ułatwia im know-how, które dostają od centrali Yasumi.
– Nasi eksperci wspierają franczyzobiorców od początku – zapewnia Damian Kubik. – Doradzają w zakresie doboru lokalu, podpowiadają, jak go urządzić, pomagają ułożyć ofertę zabiegów dla klientów, wybrać odpowiedni sprzęt i kosmetyki. Szkolą personel i dostarczają komplet materiałów marketingowych. Yasumi pokrywa 50 proc. kosztów architekta – pod warunkiem że inwestor skorzysta z pomocy architekta, wskazanego przez centralę. W programie Instytut Zdrowia i Urody nie pobieramy opłaty licencyjnej ani opłat od obrotu. Wszystkie dochody trafiają do inwestora. Podpisując umowę franczyzową, franczyzobiorca otrzymuje od nas prawo do posługiwania się marką. Umowa jest podpisywana na pięć lat, z możliwością przedłużenia.
W przypadku Instytutów Yasumi adaptacja stumetrowego lokalu kosztuje 100-200 tys. zł. Zdarza się, że franczyzobiorca przejmuje lokal po innym gabinecie, wówczas koszty adaptacji są niższe. Używane w gabinetach urządzenia Yasumi to inwestycja rzędu 250 tys. zł. Można je kupić za gotówkę, w kredycie albo wziąć w leasing.
Oprócz Instytutów Zdrowia i Urody marka ma też drugi format, Yasumi Beauty Point, przeznaczony dla miast i miejscowości liczących do 30 tys. mieszkańców. Ta oferta skierowana jest przede wszystkim do osób, które chcą otworzyć pierwszy biznes, ale również do już istniejących gabinetów, chcących dołączyć do sieci Yasumi. W przypadku Yasumi Beauty Point partner płaci opłatę licencyjną 69 tys. zł netto. W ramach tej opłaty centrala Yasumi dostarcza sprzęt kosmetyczny o wartości ponad 200 tys. zł oraz przekazuje franczyzobiorcy w komis pakiet kosmetyków detalicznych o wartości 10 tys. zł, do odsprzedaży dla klientów.
– W naszych salonach liczba klientów stale rośnie. Większość z nich trafia do nas z polecenia, a jak już trafią, to z nami zostają. I to jest bardzo optymistyczne – ocenia Damian Kubik. – Rośnie też sprzedaż bonów podarunkowych, co potwierdza, że nasze usługi są cenione. Oczywiście, konkurencja nie śpi, dlatego wciąż podwyższamy sobie poprzeczkę, stawiamy nowe wyzwania i bacznie obserwujemy rynek. Widzimy też, że korzystanie z salonów Yasumi stało się pewnego rodzaju trendem. Jest to dla nas ważne i daje siłę napędową do działania. Widzimy, że idziemy w dobrym kierunku, a to, co robimy, jest dobre, poszukiwane i wartościowe dla klienta.

Sklep, który zachwyci Zetki i Alfy
Młodzież i młodzi dorośli to ogromna grupa docelowa, przy tym otwarta i poszukująca nowości. Pochodząca ze Szwecji marka DRM-LND postanowiła podbić serca pokoleń Z i Alfa. Właśnie rozpoczyna budowę sieci franczyzowej w Polsce. Marka oferuje spersonalizowane akcesoria: etui, charmsy, biżuterię, ozdoby do torebek i telefonów. Klienci mogą kupić w sklepach gotowe produkty, ale przede wszystkim zaprojektować i wykonać własne gadżety, biżuterię, a nawet ozdobić ubrania.
– Naszymi dreamsami, czyli naklejkami, można ozdobić telefon, laptop czy walizkę. Soft dreamsy to z kolei naklejki, które naprasowuje się np. na ubrania lub torby – mówi Maja Szyrocka, współwłaścicielka DRM-LND Polska. – Mamy szeroki wybór charmsów, koralików, przypinek itd. Można przyjść do nas z własnym etui, bluzą czy torebką, ale też kupić u nas np. plecaki lub czapki i je ozdobić według własnego pomysłu. Nasz docelowy klient to przede wszystkim młodsza i starsza młodzież – pokolenia Z i Alfa, choć zapraszamy też starsze osoby.
DRM-LND ma dzisiaj sklepy w kilkunastu krajach. DRM-LND Polska jest masterfranczyzobiorcą marki na polskim rynku. W czerwcu został otwarty pierwszy, flagowy sklep, w warszawskiej galerii handlowej Złote Tarasy.
– Teraz poszukujemy franczyzobiorców, którzy zechcą rozwijać z nami sieć w całej Polsce – mówi Maja Szyrocka. – Ten biznes sprawdzi się przede wszystkich w dużych miastach, takich jak Wrocław, Kraków czy Trójmiasto. Można otworzyć sklepik także w mniejszym, ale turystycznym mieście, w miejscu, które przyciąga dużo młodzieży.
Dobrą lokalizacją będą galerie handlowe, ale też miejsca przy ruchliwych ulicach. Można otworzyć samodzielny sklep, wyspę handlową lub display – czyli wstawić stand z akcesoriami np. w już działającym innym sklepie czy centrum rozrywki. Ważne, aby było miejsce, w którym klienci mogą usiąść i tworzyć swoje projekty.
– Rozmawiałyśmy już z kilkoma galeriami handlowymi i bardzo chętnie widzą nasz koncept u siebie – podkreśla Maja Szyrocka.
Wysokość inwestycji zależy od wybranego formatu. Jak szacuje franczyzodawca, przy sklepie o min. powierzchni 45 mkw. będzie to ok. 700 tys. zł: z projektem, wyposażeniem i zatowarowaniem.
– Wysokość opłaty wstępnej i miesięcznej będziemy ustalać indywidualnie – dodaje Maja Szyrocka.
Franczyzobiorca powinien sam znaleźć lokalizację. Centrala pomoże mu w negocjacjach warunków najmu, przygotowaniu biznesplanu, projektu, zapewni dostawcę mebli, zatowarowanie, szkolenia, system POS, pomoże zrekrutować personel, zapewni wsparcie marketingowe na otwarcie.
– Nasz punkt w Złotych Tarasach został bardzo dobrze przyjęty. Od pierwszego dnia sprzedaży zarabia na siebie – zapewnia Maja Szyrocka. – Naszym konceptem zainteresowało się też wielu influencerów, którzy przyszli na otwarcie.
Co ważne, w sklepach można organizować też urodziny i warsztaty, a to pozwala na ich otwarcie także w niedzielę.

Pomysł na biznes warto wybrać rozważnie. Jeśli chcemy wejść we franczyzę, warto starannie przeanalizować i porównać oferty różnych franczyzodawców. Dobre przygotowanie zwiększa nasze szanse na sukces. Ale decyzji nie ma co odwlekać w nieskończoność, bo ani sie obejrzymy, jak minie kolejny rok. A przecież po roku dobrze zainwestowane pieniądze już mogą się zwracać.
Najważniejsze wnioski
Otwierając firmę, podejmujemy decyzję, która wiąże nas przynajmniej na kolejne kilka lat. Warto więc dobrze ją rozważyć - przeanalizowac rynek, konkurencję, trendy, potrzeby klientów. Model franczyzowy może zwiększyć nasze szanse na powodzenie. Daje gotowe know how i standardy, sprawdzone w różnych uwarunkowaniach rynkowych. Ale decydując się koncept franczyzowy też musimy robić to mądrze - wybierając taki, który odpowiada naszym oczekiwaniom i możliwościom.
Wyróżnione franczyzy
Yasumi Instytut Zdrowia i Urody
Gabinety kosmetyczne, hotele i obiekty SPA
Costa Coffee
Kawiarnie
Xtreme Fitness Gyms
Kluby fitness/siłownie
Synevo Punkty Pobrań
Punkty pobrań badań labolatoryjnych
Żabka
Sklepy typu convenience
Carrefour
Sklepy convenience, minimarkety, supermarkety
Mydlarnia u Franciszka
Sklepy z kosmetykami naturalnymi
So Coffee
Kawiarnie
DDD Dobre Dla Domu
Sklepy z podłogami i drzwiami
Z OSTATNIEJ CHWILI
POKAŻ WSZYSTKIE
Lokal z chińskim przysmakiem
Para Bar ze studenckiego biznesu rozrósł się do kilku lokali, a teraz chce dalej rozwijać się w modelu franczyzowym.
Licencja na herbatę
Sieć Czas na Herbatę zapowiada intensywny rozwój. Czy Polacy lubią dobrą herbatę?
Pasywny biznes - prawda czy mit?
Pasywny biznes pod lupą, finanse, edukacja i 300 pomysłów na firmę. Sprawdź, gdzie dziś naprawdę zarabia się pieniądze.
PSB Mrówka zyska 12 nowych sklepów
Firma Zacisze, przedsiębiorstwo z blisko 40‑letnią tradycją w branży materiałów budowlanych, rozpoczęła rebranding swoich kilkunastu placówek...
