Pasja przekuta w biznes
O tym, że hobby z dzieciństwa może przerodzić się w intratny interes, przekonali się właściciele sklepów odzieżowych Pan tu nie stał. Ich koszulki z napisami rodem z PRL podbiły serca Polaków.
– Każdy, kto chce odnieść sukces w biznesie, musi być pierwszym lub najlepszym w tym, czym się zajmuje – tak uważają Justyna Burzyńska i Maciek Lebiedowicz, twórcy niszowej marki odzieżowej Pan tu nie stał. Właściciele marki od dzieciństwa interesowali się polskim wzornictwem z drugiej połowy ubiegłego wieku.
– W domach mieliśmy mnóstwo starych książek, zabawek, albumów i magazynów z lat 60.-80. Podobnie jak nasi rówieśnicy urodzeni w latach 80. kolekcjonowaliśmy puszki po napojach i ustawialiśmy je na meblościankach, zbieraliśmy różne publikacje, plakaty, ilustracje do książek, etykiety, pudełka... Przedmioty z najbliższego otoczenia ukształtowały nasze zmysły estetyczne – mówi Maciek Lebiedowicz. – Przesiąknęliśmy specyficzną kulturą wizualną, na którą większość ludzi nie zwracała uwagi, choć, a może właśnie dlatego, że tworzyła ich codzienność.
W czasach, gdy PRL był już tylko wspomnieniem, Maciek Lebiedowicz szukał reliktów przeszłości na łódzkich targowiskach i w internecie. – W kolekcji mieliśmy trochę śmieci, ale i wiele prawdziwych perełek. Znajomi cały czas znosili różne graty wygrzebane z domowych lub piwnicznych zakamarków. Brakowało nam już miejsca do przechowywania wszystkich zbiorów – wspomina Lebiedowicz. – Postanowiliśmy więc założyć blog poświęcony polskiemu wzornictwu i kulturze PRL. Nazwa miała wywoływać określone skojarzenia z epoką. „Pan tu nie stał” wygrało nasz prywatny plebiscyt – było chwytliwe, zaczepne i trochę bezczelne. W sam raz.
Działający od 2006 roku blog, na którym małżeństwo pasjonatów publikowało zdjęcia swoich zbiorów, wzbogacono o sklep internetowy oferujący koszulki z nadrukami haseł lub słów powszechnie niegdyś używanych, np.: „Dziadostwo”, „Art. Spożywcze”, „Zołza” czy „Jan Kowalski”. Pierwsza koszulka z oryginalnym nadrukiem powstała… w domu. – Zrobiłem ją dla siebie – mówi Maciek Lebiedowicz. – Potem żartowałem, że zrobię pięćdziesiąt T-shirtów, z czego jeden będzie dla mnie, a resztę kupią inni. Wówczas było to jeszcze nasze poboczne zajęcie, dojrzewaliśmy jednak do tego, żeby otworzyć własny biznes, który pozwoliłby nam zarabiać na życie, a przy okazji zajmować się tym, co lubimy.
Na początku miesięczna sprzedaż przez internet była taka jak obecnie przez pół dnia. Liczba klientów jednak stale rosła. Małżeństwo zaczęło szukać profesjonalnych wykonawców i rozglądać się za odpowiednim lokalem na sklep. Kiedy w 2009 roku ruszył pierwszy stacjonarny „sklep branżowy przemysłu odzieżowego Pan Tu Nie Stał”, marka była już rozpoznawalna, a T-shirty z nostalgicznymi wzorami robiły furorę w internecie.
– W pierwszym lokalu mieścił się zarówno sklep, jak i siedziba studia graficznego, które prowadziłem ze znajomymi. Rok później przenieśliśmy się do lokalu po dawnej Cepelii – mówi właściciel marki. – Mimo atrakcyjnego położenia i tak najwięcej klientów trafiało do nas dzięki internetowi. Z tzw. ulicy przychodzili głównie ci, którzy wieszczyli nam rychłą plajtę.
Na przekór nieżyczliwym sklep przynosił coraz większe dochody, aż zaczęło brakować miejsca na nowy asortyment. W 2012 roku sklep został przeniesiony do łódzkiej strefy niezależnych inicjatyw OFF Piotrkowska, gdzie z powodzeniem działa do dziś, a właściciele marki uruchomili niedawno filię PTNS w Warszawie. Z biznesowego punktu widzenia otwarcie drugiego sklepu jest następnym krokiem w rozwoju firmy, według Macieja Lebiedowicza – to ukłon w stronę największej grupy klientów zamawiających towar przez internet. Choć firma na tym też skorzysta. – Obecnie przez internet najczęściej kupowane są koszulki. Znacznie słabiej sprzedają się produkty, które przed kupnem trzeba przymierzyć, np. spodnie – wyjaśnia. – Stacjonarny sklep rozwiąże problem dystansu pomiędzy klientami a marką. Wszystkiego można dotknąć, każdą rzecz obejrzeć, przymierzyć.
„Mój warsztat świadczy o mnie”
W biznesie można iść z nurtem albo pod prąd. Pomysłodawcy Pan tu nie stał postawili na niezależność i unikają typowych działań promujących markę: nie wykupują powierzchni reklamowej, nie sponsorują imprez i odmawiają wywiadów w środkach masowego przekazu. Jedyną formą komunikacji z klientem są publikacje w mediach społecznościowych.
– Kiedyś ulegliśmy propozycji wypożyczenia koszulek do programu telewizyjnego w zamian za promocję marki, ale nie przełożyło się to w żaden sposób na sprzedaż. Wszystko, co „zyskaliśmy”, to zużyte lub zniszczone produkty – mówi Maciek Lebiedowicz. – Nie mamy ambicji bycia marką masową, czy modną. Nie zabiegamy o sympatię blogerek modowych. Produkujemy odzież dla ludzi takich jak my – lubiących dobrej jakości dzianiny i niebanalne wzornictwo.
Sygnowany PTNS asortyment jest zaprojektowany i w 99 proc. wykonany z materiałów wyprodukowanych w Łodzi. W firmowych sklepach można kupić ubrania, materiałowe torby, dodatki, książki i akcesoria do domu – wszystko z akcentami charakterystycznymi dla polskiego wzornictwa przed, po i w trakcie PRL.
„Dla zdrowych i chorych”
– Stale poszerzamy ofertę – mówi Maciej Lebiedowicz. – Mimo że wprowadzamy nowe linie, które zbierają wiele pochlebnych opinii na portalach społecznościowych, nadal największym powodzeniem cieszą się klasyki, czyli T-shirty z napisami: „Dziadostwo”, „Miss Turnusu”, „Zołza”, „Mięso drób wędliny”, i to najlepiej w wersji szarej lub czarnej.
Koszulki PTNS kupują zarówno ludzie młodzi, którzy PRL znają jedynie z opowiadań, jak i ci, którzy z sentymentem wracają do czasów młodości. Cena około 60 zł za koszulkę według właściciela firmy wynika z wysokich kosztów produkcji.
– Kupujący są świadomi tego, że płacą za produkt niebanalny, produkowany w łódzkich szwalniach, a nie sprowadzany z Azji – mówi.
Zwykle firmę zakłada się po to, by zarabiać. Nie zawsze jednak zarobek jest jedynym lub głównym celem prowadzenia własnego biznesu. Pan tu nie stał jest i ma pozostać marką niszową, mimo że jej potencjał jest znacznie większy.
Wyróżnione franczyzy
Costa Coffee
Kawiarnie
Xtreme Fitness Gyms
Kluby fitness/siłownie
Yasumi Instytut Zdrowia i Urody
Gabinety kosmetyczne, hotele i obiekty SPA
Carrefour
Sklepy convenience, minimarkety, supermarkety
Erste Bank Polska
Placówki bankowe
Żabka
Sklepy typu convenience
Synevo Punkty Pobrań
Punkty pobrań badań labolatoryjnych
Xtreme KiDS
Sale zabaw dla dzieci
DDD Dobre Dla Domu
Sklepy z podłogami i drzwiami
So Coffee
Kawiarnie
Mydlarnia u Franciszka
Sklepy z kosmetykami naturalnymi
Da Grasso
Pizzerie
Jesion Inwestycje
Urządzanie wnętrz
Inne koncepty z branży moda
4F
Stoiska depozytowe z odzieżą sportową
Blue Shadow
Sklepy z odzieżą damską
Bridal Space
Salony mody ślubnej
Carré Blanc
Tekstylia domowe
Change Lingerie
Sklepy z bielizną i odzieżą nocną
Esotiq
Sklepy z bielizną i odzieżą nocną
Greenpoint
Sklepy z odzieżą casual
Jack & Jones
Sklepy z odzieżą casual
Molton
Sklepy z odzieżą damską
Moodo
Sklepy z odzieżą damską
Z OSTATNIEJ CHWILI
POKAŻ WSZYSTKIE
Sukces dzięki ciężkiej pracy
Julia Wołoch chciała sama o sobie decydować, dlatego postanowiła otworzyć własny biznes. Pomysł znalazła u franczyzodawcy Fit Cake.
Synevo rozwija sieć
Punkty pobrań Synevo są już w siedmiu miastach, a nowi partnerzy jeszcze do końca września mogą skorzystać z promocji na start.
Sklep z modą męską
Jack & Jones szuka doświadczonych i zaangażowanych franczyzobiorców, którzy chcą otworzyć sklep z odzieżą dla panów.
Placówka bankowa w galerii handlowej
Jedna placówka działa w centrum małego miasta, inna w warszawskiej galerii handlowej. Sylwia Kurec od lat sprawdza, jak różne lokalizacje wpływają...
